Nemesis: Odwet (Retaliation). Czy polski megahit sci-fi to wciąż survival horror, czy już kosmiczny rzeźnik?
Fani planszowego sci-fi i kinowej atmosfery rodem z Obcego mogą zacierać ręce. Po gigantycznym sukcesie kultowego już Nemesis oraz świetnego, mrocznego Nemesis: Lockdown, na stoły wjeżdża trzecia odsłona tej kosmicznej sagi – Nemesis: Odwet (Nemesis: Retaliation).
Wrocławskie wydawnictwo Awaken Realms przyzwyczaiło nas do kinowego klimatu, ciężkich wyborów i ton świetnie wykonanego plastiku. Jednak Odwet to nie jest po prostu „więcej tego samego”. Autor gry, Adam Kwapiński, postanowił drastycznie zmienić zasady gry. Jeśli w poprzednich częściach czuliście się jak zaszczuta zwierzyna, która modli się o przetrwanie kolejnej tury, to tutaj... role się odwracają. No, przynajmniej w teorii.
My już nie uciekamy. My idziemy po nich!
Główna zmiana klimatyczna i mechaniczna w Nemesis: Odwet polega na tym, że tym razem nie wcielamy się w spanikowanych cywilów, mechaników czy naukowców, którzy próbują naprawić silniki statku. Teraz dowodzimy elitarnym oddziałem wyszkolonych marines.
Wchodzimy prosto do gniazda obcych z konkretną misją: zniszczyć ich strukturę, zebrać dane i zabezpieczyć teren.
Zamiast mechaniki czystego przetrwania i wiecznej ucieczki, dostajemy potężny arsenał broni, ładunki wybuchowe i pancerze wspomagane. Gra z klasycznego survival horroru przesuwa się mocno w stronę taktycznego, pełnego akcji Aliens (decydujące starcie).
Co zmienia się na stole? Najważniejsze nowości mechaniczne:
System Dowodzenia (Command System): Nowa mechanika kart pozwala na koordynowanie działań całego oddziału. Możemy wydawać rozkazy innym graczom, tworząc widowiskowe, taktyczne akcje.
Worki pełne amunicji: W poprzednich grach każdy nabój był na wagę złota. W Odwecie strzelamy dużo i gęsto. Ale uwaga – obcych jest znacznie więcej, potrafią atakować chmarami, a zarządzenie amunicją wciąż potrafi wywołać zimny pot na plecach.
Zniszczalne środowisko i światło: Eksplorujemy podziemne bazy, gdzie zarządzanie energią i światłem ma kluczowe znaczenie. Co więcej, niektóre ściany możemy po prostu wysadzić, tworząc nowe przejścia, co kompletnie zmienia dynamikę ucieczki lub natarcia.
Czy to wciąż stary, dobry Nemesis?
Mimo przejścia w tryb mocnej akcji, rdzeń gry pozostał nienaruszony. To nadal jest gra o ukrytych celach i paranoi.
Nawet jeśli jesteście świetnie wyszkolonym oddziałem wojskowym, każdy z Was dostał od korporacji inne, tajne wytyczne. Ktoś może mieć rozkaz upewnienia się, że konkretny gracz nie wróci z tej misji żywy. Ktoś inny musi wysadzić bazę, zanim reszta zdąży uciec. Motyw ograniczonego zaufania i patrzenia współgraczom na ręce wciąż generuje niesamowite emocje przy stole. Dalej występuje też mechanika infekcji – jedno ugryzienie obcego może sprawdzić, że pod koniec gry z Twojej klatki piersiowej wyskoczy mała, krwiożercza niespodzianka.
Subiektywnym okiem: Hit czy skok na kasę?
Nemesis: Odwet to bez wątpienia kapitalne domknięcie trylogii. Awaken Realms podjęło spore ryzyko, odchodząc od powolnego, zaszczutego klimatu pierwszej części na rzecz filmowej jatki. I moim zdaniem – to się opłaciło. Gra zyskała niesamowitą dynamikę. Nie ma tu miejsca na nudę, tury mijają błyskawicznie, a starcia z hordami Neofitów na modułowej, ciemnej planszy wyglądają na stole obłędnie.
Jeśli szukacie planszówki, która po jednym wieczorze zostawi Was z masą wspomnień o epickich rzutach kostką, zdradach w ostatniej turze i bohaterskich poświęceniach – Odwet to absolutny „must-have”. Pakujcie magazynki, zbierajcie ekipę i pamiętajcie: w kosmosie nikt nie usłyszy Waszego krzyku... ale na pewno usłyszą ryk Waszych karabinów.
Graliście już w poprzednie części Nemesis? Jak podoba Wam się zmiana klimatu na bardziej militarny? Dajcie znać w komentarzach!


Komentarze
Prześlij komentarz